27Dzisiejszy dzień zaczął się dla mnie naprawdę pechowo. Rano ledwo dotarłam do pracy to już czułam, że w najbliższych minutach czeka mnie jakaś potężna katastrofa, tylko jeszcze nie wiedziałam co to będzie. Robiąc sobie pierwszą tego dnia kawę zastanawiałam się co za katastrofa mi się przydarzy – najpewniej obstawiałam wezwanie do gabinetu kierownika działu księgowości i otrzymanie jakiegoś poważnego pouczenia. Wątpiłam, by za jakiś mały błąd od razu mnie wyrzucono. Niestety, złośliwość losu okazała się być o wiele bardziej przyziemna i zwykła. Siadając za swoim biurkiem specjalisty ds. księgowości, nieopatrznie źle postawiłem kubek z gorącą i bardzo słodką kawą, ten zrobił fikołka w moją stronę i swoją zawartością oblał wszystko, co było naokoło. Nie wiem jakim cudem nie oberwało się mojemu komputerowi służbowemu – był to prawdziwy cud!

Oprócz komputera wszystko inne było zalane, a ja przez pierwszych dziesięć sekund nie wiedziałam co mam robić. Kawa była wszędzie – na biurku, na podłodze, na mnie, na fotelu i na dokumentach. Dopiero po chwili zebrałam się w sobie, odłączyłam wszystkie kable od zasilania i zaczęłam sprzątać.  W głowie cały czas jaśniała mi myśl, że jestem wielką ofermą, która nie potrafi nawet dobrze ustawić kubka z kawą. Na szczęście nic poważnego się nie stało i pół godziny po niemiłym zdarzeniu miałam wszystko opanowane. Jedyną oznaką tego, że coś jest nie tak, były dwie wielkie plamy z kawy na moim nowym żakiecie, specjalista ds. księgowości Tychy. Nie wiem czym ja to wywabię!